Dwa tysiące książek

0
92

Tytuł wyszedł trochę clickbait-owy :). Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że tak właśnie nazywa się projekt, o którym dzisiaj piszę.

Tematy związane z produktywnością, efektywnym zarządzaniem czasem i rozwojem osobistym są ostatnimi czasy bardzo trendy (a przynajmniej tak mi się wydaje). Nie będę ukrywał, że też dałem się nieco wciągnąć w tą tematykę i pochłania mi ona sporo czasu – ostatnio zreflektowałem się nawet, że chyba zbyt dużo.

Łatwo jest wpaść w pułapkę konsumpcji treści. Czytamy książki, oglądamy tutoriale, vlogi itp. tworząc takie złudne wyobrażenie, że rzeczywiście coś robimy i zmieniamy, podczas gdy tak naprawdę jedynie konsumujemy treści. Ważne jest, aby koncepcje które przypadną nam do gustu testować w praktyce, jak to czyni chociażby Mirek Burnejko.

Nie na tym jednak chciałbym się skupić.

Istnieje nieskończenie wiele różnych sposobów i life-hacków, które potencjalnie możemy zastosować w swoim życiu. Na ich bazie po pewnym czasie tworzymy własne, a później weryfikujemy czy przynoszą pożądany skutek czy też nie. Na chwile obecną różnych materiałów jest tak dużo, że powstało swoiste „bagienko” różnych koncepcji i rozwiązań. Problem pojawia się, kiedy chcemy znaleźć coś dla siebie. Jak z tego „bagienka” wyłowić to, co rzeczywiście będzie dla nas wartościowe (przy oczywistym założeniu, że „One man’s meat is another man’s poison”) ?

Jakiś czas temu, w jednym z vlogów John-a Sonmeza, które sporadycznie oglądam, John wspomniał o dość ciekawym projekcie – i dałem się skusić na jego zakup. Otóż człowiek o nazwisku Mani Vaya przeczytał (on sam lub również jego współpracownicy), jak twierdzi, 2000 książek związanych z produktywnością, rozwojem itp. i zebrał wszystko w, skondensowane kursy, w których w krótkich, kilkunastominutowych filmach objaśnia koncepcje przedstawione w w/w książkach. Poza filmem otrzymujemy zawsze również tę samą treść w wersji audio do posłuchania chociażby podczas dojazdu do pracy czy podczas uprawiania sportu.

Halo, halo .. ale to coś jak opracowania lektur szkolnych ? taka ściąga na szybko ?

No trochę tak, chociaż wydaje mi się, że trzeba do tego podejść trochę inaczej. Esencje, które zostały wyciągnięte z książek (w przypadku kursu o produktywności, o którym tu wspominam jest to 50 pozycji) należy chyba raczej potraktować jako taki zwiastun tego co jest w książce. Np. w przypadku „4 hour work week” Tim-a Ferrisa dowiemy się co prawda o wszystkich koncepcjach przedstawionych w książce, ale braknie wszystkich ciekawych przykładów z życia samego Tim-a jak i innych osób, których historie są tam prezentowane.

Czy warto na to wydać pieniądze ?

Ja kupiłem ten „kurs” stosunkowo tanio w promocji i nie żałuję. Wiem, że niektóre z zaprezentowanych ideologii mi nie pasują i nie mam ochoty ich nawet testować, przyjmując jedynie do wiadomości że są. Nie straciłem więc ani pieniędzy na zakup danej książki, ani czasu na jej przeczytanie, żeby potem stwierdzić że jest to kompletny bullshit. Zakup tego kursu potraktowałem jak oddelegowanie research-u w temacie koncepcji związanych z produktywnością i w zamian otrzymałem skondensowaną wiedzę, która pozwala mi teraz wybrać czy coś mnie interesuje i w związku z tym chciałbym daną książkę kupić i zgłębić co autor ma do przekazania, czy też nie.

Reasumując. Jeżeli szukamy rozwiązań, które pozwolą nam zwiększyć produktywność i poprawić zarządzanie czasem, ale sami nie mamy zbyt wiele czasu na głębsze zajmowanie się tym tematem (taki lekki paradoks pojawił się w tym zdaniu, no ale cóż …) to być może jest to ciekawy pomysł.

Podobny kurs autor utworzył dla pozycji związanych z Social Skills i przedsiębiorczością. Być może kiedyś skuszę się także i na nie.

I na koniec oczywiście link. Dla chętnych do zapoznania się z dwoma tysiącami książek 🙂

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here